








(8/10)
Array
O detektywie zbyt dociekliwym
Bardzo ciekawa pozycja dla tych fanów wire-fu, którzy batalistyczny balet chętnie okrasiliby ambitniejszą fabułą. Jazda obowiązkowa znalazła się oczywiście w programie, jest latanie na linkach, jest bieganie po dachach i sufitach, śmiercionośne ostrza w slow motion mijają wrażliwe organy o tyci-tyci, mąka sypie się z rękawów aż miło. Ale jest też coś więcej.
Otóż w wiosce pojawia się detektyw. Młody, delikatny, wręcz chuderlawy, w okularkach doktora Dolittle, podkreślających jeszcze bardziej jego pacyfistyczne nastawienie do świata. Pomimo, że sprawa wydaje się ewidentna, nie może on jakoś uwierzyć w to, że prosty wiejski pomocnik był w stanie, ponoć przypadkowo, rozprawić się z dwójką groźnych rabusiów, którzy zjawili się, podchmielili i zaczęli robić grandę.
Przeczucie go rzecz jasna nie myli. Okazuje się, że sielscy parobcy czasem również okazują się mieć mroczne tajemnice z przeszłości. Detektyw (w tej roli Takeshi Kaneshiro) co prawda po wszystkim wolałby racji nie mieć, bo puszka, którą otworzył, rozpętała prawdziwe pandoromonium. Ale po wszystkim każdy jest mądrzejszy niż przed.
Bardzo udany miks spokojnej narracji, niczym z koreańskich kostiumowców, oraz klasycznego chińskiego kina kopanego. Z jednej strony cały czas stał mi przed oczyma bardzo przeze mnie lubiany Blood Rain (zagadka kryminalna i postać śledczego) a z drugiej Fearless z Jetem Li w roli głównej (choć tutaj rolę wymiatacza odgrywa nie on, ale nieoceniony Donnie Yen).
Rewelacyjne zdjęcia, muzyka a i aktorzy sroce spod ogona nie wypadli. Jeden z najlepszych filmów 2011 roku w swojej kategorii.

Brzmi zachęcająco.