Kin Dza Dza

(6/10)

Array

Lata osiemdziesiąte, ZSRR, Michał Iwanowicz, inżynier, po ciężkim dniu w fabryce – kolega zapruszył ogień i trzeba było pomóc – w drodze do sklepu spożywczego – bo żona zapomniała kupić chleba i makaronu („jak można kupić wszystko oprócz chleba i makaronu”) – zostaje zagadnięty przez studenta muzyki,  na dodatek Gruzina, że tam na rogu stoi człowiek, co twierdzi, że jest z kosmosu, a co gorsza nie ubrany odpowiednio, więc zamarznie pewnikiem, gdyż zimno przecież jest. Michał Iwanowicz nie jest z takich co biednego zostawią w potrzebie. I będzie tego żałował nie raz, przez ułamek sekundy, który nastąpi za minutę mniej więcej, ułamek sekundy, który dla niego będzie naprawdę długi; będzie tego żałował jak każdy chrześcijanin przy spowiedzi: żałuje, ale i tak zrobi swoje.

Oczywiście, ów człowiek z kosmosu jest wyposażony w maszynkę (nie maszynę, tylko właśnie maszynkę) do podróży międzyplanetarnych i wystarczy jeden nieuważny gest by  Michał Iwanowicz oraz student w mgnieniu oka znaleźli się naprawdę daleko. Michał Iwanowicz skomentuje to tak: „Zadziałało, dziedostwo”, po czym, jak przystało na przewodnika pracy, natychmiast ustali plan wydostanie się z nieoczekiwanej sytuacji. Nie okaże się to proste, albowiem społeczne relacje na tej pustynnej, mało zaludnionej planecie mocno odstają od wszelkich norm znanych obywatelom ZSRR. Tendencyjny widz dopatrzy się tu jakiegoś absurdalnego pastiszu na system totalitarny w stylu Kafki, a miejscami Monty Pythona raczej (w rzeczy samej, jeden z aktorów wyjątkowo przypomina Clees’a).

Scenografia jest uboga, coś w jak „Pan Kleks w Kosmosie” w stylu Mad Maxa, jednak mniej nachalna. Miło zobaczyć, jak można snuć fantastyczne historyjki bez szafarzu CGI. A, poniekąd siłą rzeczy, fantazjowanie nie ogranicza się tu do sfery wizualnej. Postawy i relacje mieszkańców obcej planety są zupełnie aziemskie, a zderzeni z tym bohaterowie też będą wystawieni na próby charakteru. Zabrzmiało poważnie, a ten film to przede wszystkim pełna absurdów humoreska do obejrzenia przy piwku.

Udostępnij to: